niedziela, 4 grudnia 2016

Tajlandia od kuchni

Tajlandia zwana także Krainą Uśmiechu kojarzy się z gorącym klimatem, rajskimi plażami i pysznym jedzeniem. Niedawno wróciłam z 3-tygodniowej wyprawy do tego pięknego kraju, gdzie miałam okazję osobiście spróbować słynnych tajskich przysmaków i przekonać się, czy rzeczywiście są takie pyszne i takie pikantne, jak je opisują ;) Jeśli jesteście ciekawi co i jak jada się w Tajlandii-zapraszam do lektury J
Najbardziej znana potrawa kuchni tajskiej - pad thai


W Tajlandii, a zwłaszcza w Bangkoku jada się na ulicach. Dosłownie! W ciągu dnia na każdym kroku można dostrzec ulicznych sprzedawców, którzy ustawiają się ze swoimi wózeczkami na chodnikach czy poboczach i sprzedają najróżniejsze specjały. Jednak cała magia zaczyna się, gdy zapada zmrok. W Chinatown, na Khao San Road czy Rambuttri (a podejrzewam, że również i w innych miejscach) całe ulice zapełniają się wtedy przenośnymi garkuchniami, na asfalcie pojawiają się plastikowe stoły i krzesła, a tam, gdzie jeszcze niedawno jeździły samochody-siedzą ludzie i wcinają tajskie specjały. Zewsząd dochodzą rozmaite zapachy i nawoływanie sprzedawców reklamujących swoje produkty. Znaleźć można tu wszystko. Od popularnych zup, makaronów i ryżu, poprzez świeże owoce i kokosy, owoce morza, mini szaszłyki, kurze łapki, świńskie głowy, po smażone robaki i skorpiony. Dla każdego coś dobrego ;) A wszystko dostępne już za kilka złotych.
Na wyspach, które odwiedziliśmy (Koh Phi Phi, Koh Lanta) zdecydowanie królują nastawione na turystów restauracje i beach bary, mniej jest ulicznych sprzedawców, ale wszyscy serwują typowe tajskie specjały i wszystko tutaj jest pyszne. Niemniej jednak Bangkok i Chinatown to totalne must see na kulinarnej mapie świata.
Bangkok - ludzie siedzą i jedzą na środku ulicy

China Town nocą  
Typowa tajska "kuchnia na kółkach"

Gary na ulicy ;)
W całej Tajlandii mnóstwo jest też lokalnych targów. Niektóre z nich działają stale, inne w konkretne dni, jeszcze inne wieczorami i nocami. Wizyta na takim targu to niesamowite przeżycie. Niezliczone ilości kolorów i zapachów. Owoce, warzywa, przyprawy, zioła, ryby, owoce morza, kokosy oraz mnóstwo stoisk z przygotowywanym na świeżo jedzeniem. Można tu patrzeć i upajać się samą atmosferą, można popróbować owoców, o których wcześniej się nawet nie słyszało, w końcu można zjeść coś, co z wyglądu nie przypomina niczego, ale smakuje wyśmienicie. I koniecznie będzie to zapakowane w foliówkę, bowiem Tajowie uwielbiają foliowe torebki i pakują w nie wszystko. Nawet zupy czy napoje ;)
Świeża zielenina na lokalnym targu

Curry i inne przyprawy

Świeże lokalne owoce

Przyprawy i dodatki - do wyboru, do koloru

Gdyby ktoś zgłodniał podczas robienia zakupów...

Foliówki, wszędzie te foliówki


A co tak właściwie się jada w tej Tajlandii?
Przede wszystkim królują tu ryby i owoce morza. Na każdym kroku znaleźć można stoisko ze świeżymi (czasem jeszcze żywymi L ) rybami, krabami, krewetkami, muszlami. Wystarczy wybrać okaz, który nam się najbardziej podoba i zaraz ląduje on na naszym talerzu z porcją ryżu lub makaronu i warzywami. Najbardziej znana tajska potrawa to pad thai, czyli makaron ryżowy smażony z warzywami i mięsem lub owocami morza. Zazwyczaj również z jajkiem, czasem z tofu. Podawany ze świeżymi kiełkami fasoli mung, sokiem z limonki i kruszonymi orzeszkami ziemnymi. Danie znane większości osób, jednak NIGDZIE nie smakuje tak, jak w Tajlandii. Poza pad thai’em zajdziemy tu mnóstwo dań z makaronem w roli głownej z różnego rodzaju dodatkami i sosami. Równie popularny jest tutaj ryż, też zazwyczaj smażony z warzywami i mięsem lub owocami morza. Kolejne sztandarowe danie to curry. Do wyboru żółte, zielone lub czerwone. Curry z miesem (kurczak, wołowina, wieprzowina), curry z rybą, z owocami morza lub wegetariańskie-z warzywami. Co kto lubi. Na uwagę zasługują również rozmaite szaszłyki. Zazwyczaj mięsne lub rybne, czasem warzywne. Czasem trudno odgadnąć z czego są zrobione, ale smakują wyśmienicie. 
Makaron smażony z kurczakiem i warzywami

Kurczak w sosie z tajską bazylią
Smażony makaron z dodatkami

Pad thai

Czerwone curry z kurczakiem

Krewestki w sosie słodko-kwaśnym (z warzywami i świeżym ananasem)

Owoce morza sprzedawane na ulicy 

Kraby sprzedawane na ulicy 





Grillowane szaszłyki z jajek
W Tajlandii jada się również zupy. Pierwszy raz spróbowałam tu słynnej zupy Tom Yum i muszę przyznać, że to była miłość od pierwszej łyżki. Chyba jeszcze nic nigdy mnie tak nie urzekło swoim smakiem. Zupa była jednocześnie kwaśna i pikantna, z wyczuwalnym cytrusowym aromatem…nie da się tego opisać słowami, tego trzeba po prostu spróbować. Zupa oczywiście występuje w różnych wariantach, z mięsem lub owocami morza. Często podaje się do niej jako dodatek ryż na oddzielnym talerzyku. Oczywiście znajdziemy tutaj też inne zupy, wszystkie  warte uwagi. Wszystkie są przygotowywane „na bogato” z dużą ilością warzyw, mięsa/krewetek/mięsnych klopsików/kawałków ryby, czasem z makaronem (sojowym, ryżowym, noodle), czasem na bazie mleka kokosowego. Palce lizać! 
Zupa Tom Yum z krewetkami i ryż jako dodatek

Tajski bulion drobiowy. Genialny w smaku! 
Zupa z makaronem, rybą i mięsnymi kulkami


Wegetarianie oraz osoby dbające o linię również znajdą w Tajlandii coś dla siebie. Jest tu ogromny wybór warzyw duszonych/smażonych w różnych sosach (np. curry, tamaryndowcowym, słodko-kwaśnym) oraz sałatek. Na uwagę zasługuje popularna papaya salad. Słodko-kwaśno-pikantna z dodatkiem suszonych krewetek.
Papaya salad jedzona na plaży
Kolejnym hitem okazały się być desery ryżowe. Ten najbardziej znany - sticky rice i mango urzekł mnie do tego stopnia, że czasem jadłam go kilka razy dziennie. Niekoniecznie w porze deseru ;) Kleisty ryż, mleko kokosowe i mango. Prosty. Idealnie kremowy. Mdląco słodki, przełamany kwaskowym, soczystym owocem. GE-NIAL-NY! Na uwagę zasługuje również ryż z bananem wędzony w liściach palmowych. Pięknie się prezentuje, a i smak ciekawy, niespotykany. W temacie deserów polecam również wszelkiego rodzaju placuszki – najczęściej na ulicach można spotkać kokosowe z wiórkami kokosowymi w środku, ale widziałam tez warianty dyniowe, sezamowe, a nawet…fasolowe. Bardzo smaczne jest również coś na kształt naszych klusek parowych z różnymi nadzieniami- vanilla custard, czarny sezam (słodkie), fasolowe, mięsne (słone). Ach! I jeszcze naleśniki roti-ciasto w ogóle niepodobne do naszego, ociekające tłuszczem. W środku zazwyczaj z bananem (są tez opcje z ananasem, mango, kokosem, a nawet jajkiem czy szynką i serem), na wierzchu z nutellą, skondensowanym mlekiem lub inną słodką polewą. Bomba kaloryczna. Ale jaka pyszna! No i lody, koniecznie trzeba wspomnieć o lodach. Największe wrażenie robią te podawane w łupinkach kokosów, z dodatkiem kokosowego miąższu i orzechów, dla chętnych również z polewą. Fajne są też tzw. „tajskie lody” spotykane również w Polsce-masę lodową z dodatkami wylewa się na lodową płytę, rozprowadza cienką warstwę, a następnie zbiera czymś a la szpachelka w takie śmieszne ruloniki i podaje w kubeczkach. Na wierzchu oczywiście z bitą śmietaną  i słodkimi dodatkami, bo Tajowie uwielbiają słodkie.
Sticky rice with mango - mój ukochany tajski deser
Ryż z bananem wędzony w liściach palmowych
Placuszek kokosowy na ciepło (i woda kokosowa do picia)

Lody podawane w łupinach kokosa

Naleśnik roti z babanem w środku, na zewnątrz posmarowany masłem orzechowym
Kluska parowa z nadzieniem vanila custard

Tajskie lody
Pisząc o jedzeniu w Tajlandii nie mogę nie wspomnieć o tajskich owocach. Pyszne, soczyste, słodkie… Nigdy nie jadłam tak słodkich ananasów, tak soczystego i intensywnego w smaku mango… Na uwagę zasługują również arbuzy, granaty, smocze owoce, langsaty oraz śmierdzące, ale mimo to pyszne duriany i jackfruity. To tylko garstka spośród dostępnych tam owoców. Możemy je kupić w całości, lub gotowe do jedzenia - obrane i pokrojone na małe kawałki. Warto wspomnieć również o pysznych, świeżo wyciskanych sokach i szejkach owocowych.
Porcja owoców na plaży

Owoce kupione na lokalnym targu

Świeżo wyciskane soki sprzedawane na ulicy

W Tajlandii nawet na śniadania jada się zupy i dania obiadowe. W żadnym sklepie nie udało nam się znaleźć „normalnego” pieczywa. Jedyną namiastką był chleb tostowy, ewentualnie słodkie wypieki typu croissanty, babeczki bananowe (pyszne!) czy wypieki przypominające ciasto drożdżowe lub brownie (niestety niezbyt smaczne). Wiele restauracji oraz niektóre hotele oferują turystom „europejskie” śniadania, w skład których wchodzą jajka (sadzone lub jajecznica), kiełbaski, tosty, dżem i owoce. W bardziej wypasionej wersji znajdziemy również smażony bekon i fasolkę po bretońsku. Popularne są tu również omlety z warzywami lub z żółtym serem. Czasem znajdzie się też musli z jogurtem.
 
Śniadanie w restauracji na plaży 
Hotelowe śniadanie na świeżym powietrzu
Tak naprawdę to tylko garstka pyszności, które można znaleźć w Tajlandii. Na temat jedzenia w tym kraju można by pisać długie eseje. Faktem jest, że wszystko jest tam pyszne. Sekretem jest świeżość. Każdy posiłek przygotowywany jest ze świeżych lokalnych składników, doprawiany świeżymi ziołami i przyprawami. Często do potraw dodaje się orzechy (ziemne, nerkowce), dymkę, kiełki fasoli mung i limonkę, które nadają im ciekawego smaku. Z przypraw królują tu sos sojowy, sos rybny, tamaryndowiec, tajskia bazylia, trawa cytrynowa, galangal, kaffir, chili, ocet ryżowy i… cukier. To chyba jedyny minus tajskiej kuchni - Tajowie do wszystkiego dodają cukier. Nawet do shake’ów owocowych  i sałatek. Również napoje są mocno przesłodzone, np. Fanta czy Sprite są tu dużo słodsze niż u nas. Dla mnie nie do przełknięcia.

Jeśli chodzi o pikantność - słyszałam wiele plotek o tym, że tajskie jedzenie jest piekielnie pikantne, a przez to niezjadliwe; że nawet „no spicy” jest ostrzejsze niż nasze polskie „pikantne”. Bzdura! W każdym prawie miejscu zapytają Cię, czy chcesz pikantne, średnie czy łagodne. Ani razu nie zdażyło mi się, że poprosiłam o wersję łagodną i nie byłam w stanie jej zjeść. Raz tylko poprosiłam o dołożenie do mojej sałatki małej (ok 2 cm długości) papryczki i skończyło się łzawieniem i smarkaniem podczas jedzenia sałatki ;) W wielu miejscach podają też w ogóle nie pikantne potrawy i do tego, na oddzielnym talerzyku posiekane papryczki, aby turysta sam mógł sobie dopasować poziom pikantności.

Wiele osób pyta mnie jak w Tajlandii wygląda sprawa zachowania higieny podczas przygotowywania posiłków...Powiem tak: lepiej nie patrzeć, w jakich warunkach są one przygotowywane, bo możemy szybko stracić apetyt ;) mimo to, jedzenie na ulicy jest tu raczej bezpieczne. My przez te 3 tygodnie nie mieliśmy żadnych większych problemów żołądkowych. Raz zdarzyło nam się lekkie jednodniowe zatrucie, które minęło po lekach, które zabraliśmy ze sobą z Polski. Przed wyjazdem zaszczepiliśmy się też na choroby przenoszone drogą pokarmową, by móc bez stresu cieszyć tajskimi przysmakami.
Jedna z większych ulicznych kuchni
To chyba takie najważniejsze informacje dotyczące tajskiej kuchni. W następnym wpisie opowiem Wam bardziej szczegółowo o tym, czego KONIECZNIE trzeba spróbować będąc w Tajlandii.

2 komentarze:

  1. niedawno byłam w tajlandii i bardzo tęsknię za tym pysznym jedzeniem. przyjemnie popatrzeć na twoje zdjęcia :) a jak ci sie phiphi podobało? prawie tam pojechalismy, ale w ostatniej chwili jednak zmieniliśmy na ko lante (z obawy przed dzikim tlumem turystow).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja też tęsknię za tym pysznym jedzeniem :) Na Phi Phi podobało mi się najbardziej (poza Similanami, które przebiły wszystko). Lanta jest bardzo zielona i ma swój urok, ale brakuje na niej rajskich plaż. Na Phi Phi jest bardziej rajsko, sporo tam pięknych plaż i zatoczek, w których cumują łodzie. Do tego na Phi Phi mieszkaliśmy w domku na drzewie, z którego mieliśmy widok na zatokę i przepiękne zachody słońca :) Byliśmy na początku sezonu, więc nie było tam jeszcze tłumu turystów. Jeśli będziesz mieć jeszcze okazję-polecam tę wyspę (zwłąszcza w listopadzie) :) Pozdrawiam :)

      Usuń

Podziel się swoją opinią.